Zamykam oczy, nie mogę w to uwierzyć. Nigdy nie chciałam tak wyglądać, nigdy! Moje ciało mnie tak przeraża, czuję się źle. Nie wiem co robić... mój umysł nawołuje do diety. Nie wiem czy uda mi się to racjonalnie przeprowadzić. Ale potrzebuję tego, potrzebuję wyglądać tak aby sobie sprawiać przyjemność. Oszukiwanie siebie nie zdało egzaminu, nie wyglądam tak. Nie dam rady wychodzić znów z domu jeżeli boję się pokazać ludziom. Czuję jak moja mała bariera, która podtrzymywała moją psychikę rujnuje się.
Zostały po niej zgliszcza, nie dam rady. Muszę inaczej wyglądać, potrzebuję bezpieczeństwa. Nie wiem jak to teraz będzie wyglądać. Mam nadzieję, że mania kontroli mnie nie złapie. Już rozumiem dlaczego potrzebuję jeszcze bardziej leczenia. To powraca i niszczy Ci życie. Dostosowujesz je do swojego wyglądu i nie akceptujesz świata dopóki nie zaakceptujesz siebie.
Piękna sylwetko przybywam i błagam siebie o wytrwałość i umiar.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 8 maja 2012
niedziela, 6 maja 2012
Dlaczego nie chodzę do szkoły
Wróciłam ze szpitala obolała i spuchnięta. Nie miałam siły się ruszać i wciąż tylko jedzenie w głowie. Tuż po wyjściu ze najadłam się batoników ze stacji, w domu doszło jeszcze więcej. Pogorszyło mi się, szpital wszystko pogorszył. Moje ciało spuchło jak bańka, popękało. Nie mogłam na nie patrzeć w lustrze, wydawało mi się obrzydliwe. Faszerowałam się lekami aby nic nie czuć, moja wątroba krzyczała o pomoc. Straciłam nad tym kontrolę i pochłonęło mnie to. Rytuał jedzenia i postu stał się moim światem pochłonął wszystko inne.
Usłyszałam, że muszę iść na lekcje dzień po wyjściu. Serce mi stanęło z przerażenia, przecież nie mogłam w takim stanie wyjść z domu. Nie mogłam w takim stanie nawet podejść do lustra, nie było już śladu mojego pięknego płaskiego brzucha z przed choroby. Sama siebie oszpeciłam. Rano wywleczono mnie z łóżka, wchodząc do szkoły próbowałam zlać się ze ścianą, zostałam na jedną lekcję cały czas zastanawiając się co ja tutaj robię. Przecież zaraz rozpadnę się na kawałki z bólu a oni każą mi się uczyć, wyszłam. Podążyłam w stronę domu mojej mamy, miała przepustkę ze szpitala na 3 dni. Z bólu ledwo się ruszałam, krótki odcinek drogi przeszłam prawie już leżąc na ziemi...
Widziałam jak wyraz twarzy mojej mamy się radykalnie zmienia, kiedy się na mnie patrzy. Nie wiedziała co robić, cierpiała razem ze mną. Ciepłe okłady tylko czasowo pomogły, wciąż wszystko mnie bolało a ja musiałam wrócić do domu. Musiałam coś zrobić, nie byłam wstanie uczyć się teraz. Potrzebowałam pomocy, nie chciałam zatracać się w otchłani.
***
Moje ciało od tamtej pory bardzo się zmieniło i podąża coraz bardziej do optymalnego stanu.
Czasem wciąż boję się wyjść z domu, jakby czekało na mnie tam coś przerażającego. Coś co pragnie mnie skrzywdzić, nie zawsze udaje mi się wygrać bitwę...
Usłyszałam, że muszę iść na lekcje dzień po wyjściu. Serce mi stanęło z przerażenia, przecież nie mogłam w takim stanie wyjść z domu. Nie mogłam w takim stanie nawet podejść do lustra, nie było już śladu mojego pięknego płaskiego brzucha z przed choroby. Sama siebie oszpeciłam. Rano wywleczono mnie z łóżka, wchodząc do szkoły próbowałam zlać się ze ścianą, zostałam na jedną lekcję cały czas zastanawiając się co ja tutaj robię. Przecież zaraz rozpadnę się na kawałki z bólu a oni każą mi się uczyć, wyszłam. Podążyłam w stronę domu mojej mamy, miała przepustkę ze szpitala na 3 dni. Z bólu ledwo się ruszałam, krótki odcinek drogi przeszłam prawie już leżąc na ziemi...
Widziałam jak wyraz twarzy mojej mamy się radykalnie zmienia, kiedy się na mnie patrzy. Nie wiedziała co robić, cierpiała razem ze mną. Ciepłe okłady tylko czasowo pomogły, wciąż wszystko mnie bolało a ja musiałam wrócić do domu. Musiałam coś zrobić, nie byłam wstanie uczyć się teraz. Potrzebowałam pomocy, nie chciałam zatracać się w otchłani.
***
Moje ciało od tamtej pory bardzo się zmieniło i podąża coraz bardziej do optymalnego stanu.
Czasem wciąż boję się wyjść z domu, jakby czekało na mnie tam coś przerażającego. Coś co pragnie mnie skrzywdzić, nie zawsze udaje mi się wygrać bitwę...
wtorek, 1 maja 2012
Zaburzenia
Dlaczego osoby wpadają w obsesję na punkcie swojego wyglądu, dlaczego nawet mnie to dopadło? Ostatnio jest ze mną coraz lepiej, zdrowieje ale dziewczyny z mojego otoczenia jedna po drugiej wpadają w to! Wpadają w błędne koło obżerania się i zwracania lub niejedzenia i ćwiczeń. Dlaczego? Nie rozumieją, że to niszczy życie?
Pamiętam jeden dzień z mojego życia. Zjadłam wyjątkowo dużo: płatki, cała miska, następnie 2 czekolady, jeszcze więcej płatków...
Nie mogłam się ruszać! Leżałam, czując jak ból rozrywa mi żołądek. Nie wiem dlaczego 2 godziny wcześniej wypiłam herbatkę z 6 torebek senesu. Tak, 6 krotnie wyższa dawka. Leżałam na łóżku, nie chciałam zwracać, błagałam siebie o to.
Ale to uczucie jedzenia, to rozrywające uczucie pełności zawlekło mnie do łazienki. Żołądek bulimiczki, trawi wszystko w ekspresowym tempie, robi gigantyczne zapasy na okres niejedzenia, przez co się wciąż tyje. Nie zwróciłam wszystkiego nie dało rady. Zmęczona, zapłakana, wyczerpana ze wszystkich energii życiowych położyłam się...
Ale koszmar się dopiero zaczynał, w nocy obudził mnie rozrywający ból. Myślałam, że moje jelita i żołądek zaraz pękną. Poruszając się powoli w stronę łazienki przewracałam się co chwilę z bólu.
Obiecałam sobie wtedy, że przez tydzień nie będę za to nic jeść. Dotrzymałam słowa, zakupiłam 2 opakowania magicznych tabletek i brałam 2/3 tabletki popijając bardzo mocną kawą. Chodziłam bardzo pobudzona i nic nie jadłam...
Do czasu aż skończył mi się lek, myślenie o jedzeniu zawładnęło moim umysłem. Myślałam tylko o tym aby nie jeść a zarazem o magii ociekającej czekolady. Jedzenie kontrolowało moje życie, nie myślałam o niczym innym.
Byłabym dalej chora gdyby nie pomoc jaką dostałam od lekarzy i mamy oraz mojego faceta...
Pamiętam jeden dzień z mojego życia. Zjadłam wyjątkowo dużo: płatki, cała miska, następnie 2 czekolady, jeszcze więcej płatków...
Nie mogłam się ruszać! Leżałam, czując jak ból rozrywa mi żołądek. Nie wiem dlaczego 2 godziny wcześniej wypiłam herbatkę z 6 torebek senesu. Tak, 6 krotnie wyższa dawka. Leżałam na łóżku, nie chciałam zwracać, błagałam siebie o to.
Ale to uczucie jedzenia, to rozrywające uczucie pełności zawlekło mnie do łazienki. Żołądek bulimiczki, trawi wszystko w ekspresowym tempie, robi gigantyczne zapasy na okres niejedzenia, przez co się wciąż tyje. Nie zwróciłam wszystkiego nie dało rady. Zmęczona, zapłakana, wyczerpana ze wszystkich energii życiowych położyłam się...
Ale koszmar się dopiero zaczynał, w nocy obudził mnie rozrywający ból. Myślałam, że moje jelita i żołądek zaraz pękną. Poruszając się powoli w stronę łazienki przewracałam się co chwilę z bólu.
Obiecałam sobie wtedy, że przez tydzień nie będę za to nic jeść. Dotrzymałam słowa, zakupiłam 2 opakowania magicznych tabletek i brałam 2/3 tabletki popijając bardzo mocną kawą. Chodziłam bardzo pobudzona i nic nie jadłam...
Do czasu aż skończył mi się lek, myślenie o jedzeniu zawładnęło moim umysłem. Myślałam tylko o tym aby nie jeść a zarazem o magii ociekającej czekolady. Jedzenie kontrolowało moje życie, nie myślałam o niczym innym.
Byłabym dalej chora gdyby nie pomoc jaką dostałam od lekarzy i mamy oraz mojego faceta...
środa, 25 kwietnia 2012
Koniec i nowy początek.
Jak na razie zakończę pracę nad moimi niby-opowiadaniami. Chcę zebrać parę informacji i po prostu odpocząć. Muszę przestać myśleć, o tych wszystkich problemach, otwartych ranach w sercu i blizn na psychice. Pragnę żyć i pragnę tworzyć.
Ale spokojnie to nie znaczy, że przestaję pisać. Przez pewien czas będzie właśnie coś w rodzaju przemyśleń. Do opowiadań muszę popracować nad stylem.
Moje, życie stało się trochę skomplikowane. Coraz częściej myślę o emigracji po maturze. Nie wiem czy to jest dobry pomysł. Również ostatnio dowiedziałam się, że kwalifikuję się na rentę. Ciekawie...
W sensie mogę parkować na kopercie? Moja choroba na każdym kroku mnie przeraża i zachęca do zamknięcia się przed światem. Ale to nie jest wyjście.
Muszę odnaleźć prawidłową drogę życia.
Ale spokojnie to nie znaczy, że przestaję pisać. Przez pewien czas będzie właśnie coś w rodzaju przemyśleń. Do opowiadań muszę popracować nad stylem.
Moje, życie stało się trochę skomplikowane. Coraz częściej myślę o emigracji po maturze. Nie wiem czy to jest dobry pomysł. Również ostatnio dowiedziałam się, że kwalifikuję się na rentę. Ciekawie...
W sensie mogę parkować na kopercie? Moja choroba na każdym kroku mnie przeraża i zachęca do zamknięcia się przed światem. Ale to nie jest wyjście.
Muszę odnaleźć prawidłową drogę życia.
wtorek, 24 kwietnia 2012
Część XIV
Chora osoba, nie zwiąże się ze zdrową osobą. Prędzej z taką, która ją rozumie, czyli sama ma różne przeżycia. Ale ma to pewne konsekwencje, wspieracie się kiedy jest źle. Problem nadchodzi, kiedy tylko u jednej osoby jest dobrze a u drugiej trochę gorzej...
Oczywiście, od razu starasz się pomóc, wesprzeć. Lecz słowa wypowiedziane bolą, zostają w umyśle. Musisz nauczyć się kochać mimo wszystko, wierzyć, że pozostanie tylko na słowach.
Statystycznie rzecz biorąc osoby, które mają wspólny cel są ze sobą szczęśliwe. Czyli lepiej wciąż wkurzać się na matkę, szefa, znajomego, niż przenieść złość na ukochaną osobę, wtedy związek ma większe szanse na przetrwanie. A co jeżeli wybierzemy za wspólny cel słabości, jak choroby, uzależnienia, nałogi. Staje się to naszym spoiwem i wspólnym celem.
Więc jeżeli ktoś się mnie zapyta dlaczego mój związek jest taki szczęśliwy i poważny odpowiem:
Mamy wspólny cel i nie mamy czasu kłócić się ze sobą.
Musimy tylko przypilnować aby właśnie takie spoiwa łączyły nas zawsze i nie przejmować się nimi zanadto.
Czyżby recepta na związek idealny?
Kto wie.
niedziela, 22 kwietnia 2012
Część XIII - Siła
Podróżujesz po tym świecie sam, ludzie są tylko drogowskazami na twej drodze. Musisz nauczyć się je czytać aby zrozumieć swoje istnienie. Każdy upadek prowadzi Cię do powstania i uczy jak w wieku dorosłym sobie poradzić. Paradoksalnie im trudniejsze było Twoje dzieciństwo tym łatwiej będzie Ci później. W pewnych okresie swojego życia poznajesz "Tę" osobę, perfekcyjnie do Ciebie pasującą do śmierci. Tylko o ten związek trzeba dbać, opiekować się nim, a będzie piął się wysoko na dobrych fundamentach.
Podróżujesz po tym świecie sam, wpadasz w dziury życia, które nie chcą Cię wypuścić. Uczysz się być silnym, aby opierać się przeszkodom. Bronisz swoich bliskich, jest to uczuciowa część Ciebie. Łatwo ją wykorzystać i zranić, więc chronisz ją.
Zamykasz oczy, wiatr wieje Ci w oczy, idealna droga uspokaja Cię. Uciekasz na chwilę do swojego wnętrza, pielęgnujesz je. Aby powrócić silniejszym! Droga jest twoją ścieżką życiową aż do śmierci. Patrzysz na ten świat, który upada w dół ale nie Ty! Odcinasz się od niego, stajesz się szczęśliwy.
Podróżujesz po tym świecie sam, wpadasz w dziury życia, które nie chcą Cię wypuścić. Uczysz się być silnym, aby opierać się przeszkodom. Bronisz swoich bliskich, jest to uczuciowa część Ciebie. Łatwo ją wykorzystać i zranić, więc chronisz ją.
Zamykasz oczy, wiatr wieje Ci w oczy, idealna droga uspokaja Cię. Uciekasz na chwilę do swojego wnętrza, pielęgnujesz je. Aby powrócić silniejszym! Droga jest twoją ścieżką życiową aż do śmierci. Patrzysz na ten świat, który upada w dół ale nie Ty! Odcinasz się od niego, stajesz się szczęśliwy.
sobota, 21 kwietnia 2012
Część XII
Codziennie ze sobą walczę...
Staję w lustrze, przyglądam się moim udom, nie podobają mi się. Brzuch też się zmienił, jedynie piersi urosły. Można powiedzieć, że nabrałam kobiecych kształtów. Tylko, że parę lat wstecz byłam bardzo chuda, jako dziecko miałam dużą niedowagę. Pamiętam okres podstawówki, wzrost już 170 i waga 46kg. Przypominam sobie te czasy, oglądam zdjęcia. Nie mogę uwierzyć, że się tak zmieniłam. Ale muszę to zaakceptować. Mam ostatnio dużo stresu, za dużo. Czuję jak to do mnie wraca wszystko nagle, jedzenie zrobiło się jakieś cięższe i zaczęłam ćwiczyć. Czy znów to do mnie wróci? Nie wiem. Ale będę walczyć, nie poddam się łatwo.
Przez to wszystko właśnie się dowiedziałam, że lekarze chcą aby moja nauka w domu trwała już do końca. Mój stan jest dobry ale tylko i wyłącznie dlatego, że się staram. Nie wiadomo ile jednakże wytrzymam, kiedy w końcu się ugnę pod presją. To bardzo przykre, że własna rodzina może chcieć naszej śmierci, inaczej nazwać tego nie mogę. Bardzo mnie to boli, czuje się jakby stereotyp rodziny, który mi wpajano zawsze. Nigdy tak naprawdę nie istniał, nie ma dobrych rodzin a rodzice nie kochają swoich dzieci. Myślą tylko o sobie własnych dupach i własnych pieniądzach.
Mój ojciec zawsze twierdzi, że nie ma pieniędzy. Po jedzenie mam iść do najtańszego sklepu bo nie mamy. Ubrań nie powinnam kupować bo nie mamy. Piasek dla kota na siłę trzeba mu zmienić bo jest za drogi. Tymczasem mój, jakże biedny ojciec zakupił 2 auto terenowe oraz zapragnął 2 harleya oczywiście wersję limitowaną. Zdążył wyburzyć stary garaż i wybudować nowy bo przecież motory się nie zmieszczą. Nie mówiąc o wycieczkach do swoich naprawdę różnych "stałych" kobiet. Jak jeszcze z nim mieszkałam to chyba były tylko 3. Kolacja, kino i jakaś knajpka, może wycieczka na motorze a to wypad w góry. Mój ojciec się bawił, zostawiając mnie w domu z problemem kota, bo przecież on musi nauczyć się korzystać z nowego piasku a jak dalej będzie robił na pudła to pewnego dnia przyjdę i go więcej nie zobaczę.
Staję w lustrze, przyglądam się moim udom, nie podobają mi się. Brzuch też się zmienił, jedynie piersi urosły. Można powiedzieć, że nabrałam kobiecych kształtów. Tylko, że parę lat wstecz byłam bardzo chuda, jako dziecko miałam dużą niedowagę. Pamiętam okres podstawówki, wzrost już 170 i waga 46kg. Przypominam sobie te czasy, oglądam zdjęcia. Nie mogę uwierzyć, że się tak zmieniłam. Ale muszę to zaakceptować. Mam ostatnio dużo stresu, za dużo. Czuję jak to do mnie wraca wszystko nagle, jedzenie zrobiło się jakieś cięższe i zaczęłam ćwiczyć. Czy znów to do mnie wróci? Nie wiem. Ale będę walczyć, nie poddam się łatwo.
Przez to wszystko właśnie się dowiedziałam, że lekarze chcą aby moja nauka w domu trwała już do końca. Mój stan jest dobry ale tylko i wyłącznie dlatego, że się staram. Nie wiadomo ile jednakże wytrzymam, kiedy w końcu się ugnę pod presją. To bardzo przykre, że własna rodzina może chcieć naszej śmierci, inaczej nazwać tego nie mogę. Bardzo mnie to boli, czuje się jakby stereotyp rodziny, który mi wpajano zawsze. Nigdy tak naprawdę nie istniał, nie ma dobrych rodzin a rodzice nie kochają swoich dzieci. Myślą tylko o sobie własnych dupach i własnych pieniądzach.
Mój ojciec zawsze twierdzi, że nie ma pieniędzy. Po jedzenie mam iść do najtańszego sklepu bo nie mamy. Ubrań nie powinnam kupować bo nie mamy. Piasek dla kota na siłę trzeba mu zmienić bo jest za drogi. Tymczasem mój, jakże biedny ojciec zakupił 2 auto terenowe oraz zapragnął 2 harleya oczywiście wersję limitowaną. Zdążył wyburzyć stary garaż i wybudować nowy bo przecież motory się nie zmieszczą. Nie mówiąc o wycieczkach do swoich naprawdę różnych "stałych" kobiet. Jak jeszcze z nim mieszkałam to chyba były tylko 3. Kolacja, kino i jakaś knajpka, może wycieczka na motorze a to wypad w góry. Mój ojciec się bawił, zostawiając mnie w domu z problemem kota, bo przecież on musi nauczyć się korzystać z nowego piasku a jak dalej będzie robił na pudła to pewnego dnia przyjdę i go więcej nie zobaczę.
środa, 18 kwietnia 2012
Część XI
Jedzenie sprawia mi ból. Nie mogę znieść momentu przejedzenia, nie mogę znieść uczucia trawienia. Za to uzależniłam się od uczucia przełykania. Jest to straszne, wiem przez to, że jeszcze długa droga przede mną. Chciałabym, tak bardzo chciałabym aby moje zdrowie było takie jak sprzed choroby, mój wygląd był taki jak sprzed choroby. Czuję się ociężała, mimo, że wciąż daleko mi do nadwagi albo chociaż górnej granicy wagi normalnej. To i tak źle się czuje sama ze sobą i nie mogę nic to na poradzić. Staram się lecz mi nie wychodzi. Mogłabym szanować i idealizować wszystkich ale siebie nie potrafię. A przecież idealni ludzie nie istnieją. Wiem już o tym, przeszła mi chęć bycia idealną, głodzenia się. Ale chciałabym być wytrwała... Jest to moim marzeniem nie do spełnienia..
wtorek, 17 kwietnia 2012
Część X
Coraz częściej ludzie pytają się mnie, kiedy wrócę do szkoły, gdzie pójdę na studia, jak wytrzymuje w domu. Męczą mnie to ciągłe pytania, na które aktualnie nie znam odpowiedzi. Mogę odpowiedzieć wracam do szkoły w trzeciej klasie lub, że nie wracam w ogóle, mogę odpowiedzieć, że idę na studia lub nie mam zamiaru. Tak naprawdę wszystko się u mnie zmienia. Jednego dnia uważam, że jestem już prawie zdrowa a na drugi dzień ledwo żyję, jedną z niewielu rzeczy dla mnie pewnych jest to, że chcę pomagać ludziom. Pokazać im jak wygrać z chorobą i codziennie zajmować się blogiem. Nie jest to nic wybitnego, więc lepiej nie odpowiadać na nic. Rzeczy ważne dla innych, dla mnie mogą nie mieć żadnej wartości. Nie zależy mi na szkole, nie zależy mi na imprezach i znajomych. Zależy mi na uczuciach, emocjach i szczęściu. Taka postawa sprawiła, że stałam się lepszym człowiekiem i w moim życiu nastąpiła znaczna poprawa. Zaczynam czuć się szczęśliwa i moje życie takie się stało. Więc jeżeli ktoś się mnie pyta czy nie mam czasem za dobrze. Odpowiadam, że nie. Całkowicie zasłużyłam na to ciężką walką i wciąż się o to staram, pracuje na to. Nie chcę już nigdy być nieszczęśliwa ale też pragnę uszczęśliwiać cierpiących ludzi. Nic się nie dzieje bez przyczyny.
niedziela, 15 kwietnia 2012
Część VIII
Innym bardzo trudno jest zrozumieć, że ktoś jest chory. Nie rozumieją, dopytują się i mówią rzeczy, które pogarszają stan. Osoby które nie wiedzą odbierają Cię od razu źle czują, że coś jest z Tobą nie tak, nie potrafią rozgryźć. Trudno jest sprostać takim konsekwencjom. Moja osobowość jest całkiem inna, niż ta stworzona dla ochrony. Ale przecież nikomu tego nie wytłumaczę, nie powiem dziewczynie, która źle na mnie patrzy i plotkuje:
-Cześć jestem chora, prawie umarłam przez takich jak Ty, może się zamkniesz i pouczysz się trochę na ten temat, nie wiesz czy kiedyś to Ciebie nie spotka.
Nie powiem tego, wolałabym zawrócić i powędrować w stronę domu. Miejsca gdzie będę bezpieczna ale przez to cały czas myślę i analizuję. W końcu mój organizm potrzebuje odreagować i kończy się nawrotem.
***
Znalazłam moją bezpieczną otchłań, w silnych ramionach mężczyzny. Wiem, że mnie obroni przed każdą osobą, która chce mnie skrzywdzić.Dzięki niemu wychodzę z domu, spotykam się ze znajomymi. Wiele ludzi nie rozumie dlaczego, kiedy zgadzam się na spotkanie to tylko wraz z nim. Nie pasuje im to, chcą mnie na wyłączność. Nie wiedzą, że bez niego nie mieliby szans w ogóle na rozmowę. On jest teraz częścią mnie i nie pozwala mi utonąć w podświadomości.
-Cześć jestem chora, prawie umarłam przez takich jak Ty, może się zamkniesz i pouczysz się trochę na ten temat, nie wiesz czy kiedyś to Ciebie nie spotka.
Nie powiem tego, wolałabym zawrócić i powędrować w stronę domu. Miejsca gdzie będę bezpieczna ale przez to cały czas myślę i analizuję. W końcu mój organizm potrzebuje odreagować i kończy się nawrotem.
***
Znalazłam moją bezpieczną otchłań, w silnych ramionach mężczyzny. Wiem, że mnie obroni przed każdą osobą, która chce mnie skrzywdzić.Dzięki niemu wychodzę z domu, spotykam się ze znajomymi. Wiele ludzi nie rozumie dlaczego, kiedy zgadzam się na spotkanie to tylko wraz z nim. Nie pasuje im to, chcą mnie na wyłączność. Nie wiedzą, że bez niego nie mieliby szans w ogóle na rozmowę. On jest teraz częścią mnie i nie pozwala mi utonąć w podświadomości.
sobota, 14 kwietnia 2012
Część VII
Choroba bardzo zmienia człowieka. Ja normalna nie byłam od zawsze, ale moment zachorowania był wyraźnie odczuwalny. Straciłam całą pewność siebie, zamykałam się w sobie i powoli nienawidziłam ludzi. Paradoksalnie kiedy sięgałam po używki, alkohol nagle mogłam wszystko. Zaczęłam wtedy imprezować i robić rzeczy, których normalnie nigdy nie zrobiłabym. Uciekałam w świat, który nie istniał, poznawałam ludzi z którymi się nie znałam. Przyjaźniłam z ludźmi, których już nie pamiętam. Może życie było jednym wielkim zawirowaniem stworzonym do ukrycia choroby. Zmiany szkół, za każdym razem miasto inne niż te, w którym mieszkam. Odgradzanie od ludzi, którzy mnie kochali i dla których dużo znaczyłam. Pamiętam taki okres, kiedy pogarszało mi się coraz bardziej. Zmieniłam szkołę i odtrąciłam najlepszą przyjaciółkę, która mogłaby dla mnie zrobić wszystko. Tęskniłam za nią ale tak wstydziłam się siebie, że nie potrafiłam się z nią spotkać. Nie mogłam patrzeć na mężczyzn, widząc kogokolwiek próbowałam ukryć się sama w sobie. Stać się cieniem na ulicach, w szkole i nawet w domu. Rozpadałam się na kawałki i nikt tego nie widział. To co zostawało wołało rozpaczliwe o pomoc ale nie wiedziało do kogo się zwrócić. Próbowałam parę razy szukać pomocy, nie dostałam jej. Mój ojciec myślał, że wymyślam, w szkole twierdzili, że przesadzam a znajomi nie wiedzieli co robić. Wszyscy myśleli, że jestem silna. Do czasu, a ten moment nadszedł w końcu. Nie zostało we mnie ani jednego zdrowego kawałka, wszystko było chore i się rozpadało...
A ja... Ja po prostu chciałam już nie czuć nic.
A ja... Ja po prostu chciałam już nie czuć nic.
piątek, 13 kwietnia 2012
Część VI
Nie miałam wesołego dzieciństwa, było raczej samotne. Ale mam pewne piękne wspomnienie z jednych wakacji. Moja mama wywalczyła z ojcem aby zrobił nam plażę nad stawem obok piaskowani. Niedaleko był las, pełen grzybów i młodych drzewek. Nie mówiąc o płytkiej, ciepłej w sam raz dla dzieci wodzie. Jeździliśmy tam na rodzinne wypady lub pozostawieni tylko sobie przez rodziców. Pewnego dnia postanowiliśmy wybudować na małej górce wigwam. Bawiliśmy się w Indian i znaleźliśmy pokłady gliny z której robiliśmy naczynia. Nagle jak to dzieci stwierdziliśmy, że czas powiększyć nasze terytorium i wybraliśmy się na rozeznanie terenu. Przechodząc przez lasek niebezpiecznie zbliżaliśmy się do kopalni ale jakiś cudem odbiliśmy trochę w bok trafiając na skład odpadów komunalnych. Cóż to było za odkrycie! Pokłady porcelany! Miseczki, wazony, talerze, filiżanki. Do naszego małego domu doszło wiele użytecznych naczyń a miejsce nazywaliśmy dziurą skarbów. Ale przecież w naszym małym stawie (no nie aż takim małym z 200m kwadratowych) były ryby! Łowienie ich było naprawdę pasjonujące. Nie mówiąc o żabach albo gniazdach ptaków w krzakach gdzie można było oglądać z pewnej odległości jajka. To był nasz niesamowity świat, który ukształtował mnie i mojego brata. Dał nam wyobraźnię, wrażliwość i sprawił, że idealizujemy rzeczywistość. Tęsknimy za tym latem, kiedy na chwilę zamieniliśmy się w dzikich Indian i żyliśmy w puszczy.
czwartek, 12 kwietnia 2012
Część V
Czy wiesz o tym, że na to co się w danej chwili z nami dzieje wpływa wiele chwil z przeszłości? Gdybyś dzisiaj nie wstał rano i zaspał, Twój dzień byłby całkiem inny. Więc gdyby, któreś z moich historii nie przytrafiło się całkiem możliwe, że nie pisałabym tego teraz... Chciałabym to pisać?... Czy chciałabym być w miejscu gdzie jestem teraz?... Tak! Zmieniając przeszłość, zmieniłabym siebie, czyli przestałabym być sobą. Nie poznałabym osób, które poznałam i nie kochałabym osób, które kocham. Tak więc, gdyby moi rodzice nie rozeszli się moja historia byłaby całkiem inna aczkolwiek uważam, że na gorsze.
Biorę mojego ogromnego kota na kolana i zastanawiam się.
Co dało mi to, że zachorowałam. Nie mogę patrzeć tylko na negatywne strony, na cierpienie i użalać się nad sobą. Przecież obiecałam sobie, iż zacznę walczyć...
Po głębszym zastanowieniu...
Dało mi spokój, dało mi wiarę w siebie i szacunek do drugiego człowieka. Nauczyło mnie być silną i nie poddawać się nawet kiedy już brakuje szans. Pokazało, że inni ludzie mogą Cię chronić, można przy nich czuć się bezpiecznie. Wreszcie wymusiło na mnie odwagę, którą staram się rozwinąć. Wciąż z pewnym zaniepokojeniem chodzę wśród ludzi ale zawsze jest obok mnie ktoś kto mnie obroni. Wszyscy jesteśmy zależni od innych. Z jednej strony to przerażające ale buduje wspaniałe więzi miedzy ludźmi.
Biorę mojego ogromnego kota na kolana i zastanawiam się.
Co dało mi to, że zachorowałam. Nie mogę patrzeć tylko na negatywne strony, na cierpienie i użalać się nad sobą. Przecież obiecałam sobie, iż zacznę walczyć...
Po głębszym zastanowieniu...
Dało mi spokój, dało mi wiarę w siebie i szacunek do drugiego człowieka. Nauczyło mnie być silną i nie poddawać się nawet kiedy już brakuje szans. Pokazało, że inni ludzie mogą Cię chronić, można przy nich czuć się bezpiecznie. Wreszcie wymusiło na mnie odwagę, którą staram się rozwinąć. Wciąż z pewnym zaniepokojeniem chodzę wśród ludzi ale zawsze jest obok mnie ktoś kto mnie obroni. Wszyscy jesteśmy zależni od innych. Z jednej strony to przerażające ale buduje wspaniałe więzi miedzy ludźmi.
środa, 11 kwietnia 2012
Część IV
Żołądek rozrywał mi wnętrzności. Czułam, że nie dam rady wstać z łóżka, wszystko mnie bolało. Kwas dostał się do zatok i ból promieniował po całej czaszce, jelita nie dawały sobie rady a żołądek puchł od nadmiaru soków. Nie potrafiłam nawet myśleć pozytywnie, nie potrafiłam myśleć o niczym innym jak jedzeniu. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że umysł może się przyzwyczaić do bólu fizycznego ale psychiczny czuje podwójnie. Zaczęłam wtedy próbować tamować moją psychikę, nie chciałam nic czuć. A jeżeli muszę to niech to będzie w ciele. Nagle chodziłam z porozcinanymi kostkami, objawy choroby się nasiliły i zaczęły się tatuaże. Kiedy starałam się panować nad chorobą, mój organizm domagał się bólu, do którego był przyzwyczajony. Nauczyłam się go wtedy nagradzać bólem cielesnym w postaci tatuażu. Na razie mam 3, zrobienie ich dawało mi niesamowitą ulgę i sprawiało, że robiłam 3 kroki do przodu w walce. Chociaż przeraża mnie to, że potrzebuję cierpieć a przecież nie chcę. Teraz ograniczam wszystko co mnie krzywdzi, oby było tylko lepiej. Nie dałam wtedy rady wstać z łóżka, mimo krzyków zostałam w domu i jeszcze bardziej czułam jak powoli sama siebie zabijam.
wtorek, 10 kwietnia 2012
Część III
Stanęłam w kuchni, te słowa ugrzęzły mi w gardle ale potrzebowałam pomocy, tak rozpaczliwie:
-Tato, ja chyba jestem chora.
-Pewnie, że jesteś chora, matka Cię zepsuła! Nic tylko kupujesz drogie ubrania i jesz dziwne rzeczy!
-Tato, ja potrzebuję pomocy!
-Nie wymyślaj sobie, jak sobie tak mówisz to potem Ci się wkręcają takie rzeczy. Powinnaś być jak każda nastolatka i trzeba chodzić do szkoły!
- ... ale tato.
***
Poznałam kogoś w trakcie walki z chorobą. Pamiętam pierwszy raz pozwolono mi wyjść z domu, pierwszy raz byłam w stanie wyjść z domu. Popatrzyłam w jego oczy i już nie mogłam oderwać wzroku. Zakochałam się od razu, on również. Nie mogłam uwierzyć, że chciałby być z kimś takim jak ja. Przecież jestem chora i to na tak ohydną chorobę! Ale chciał, zaczął mnie wspierać i zaakceptował. Tak naprawdę tylko tego mi brakowało w walce o zdrowie, drugiej osoby, miłości. Odżyłam i wpuściłam go do swojego serca. Teraz nie potrafię wypuścić. Zamykam oczy i z zadowoleniem stwierdzam, że znalazłam lekarstwo dla siebie. Po prostu zakochać się.
-Tato, ja chyba jestem chora.
-Pewnie, że jesteś chora, matka Cię zepsuła! Nic tylko kupujesz drogie ubrania i jesz dziwne rzeczy!
-Tato, ja potrzebuję pomocy!
-Nie wymyślaj sobie, jak sobie tak mówisz to potem Ci się wkręcają takie rzeczy. Powinnaś być jak każda nastolatka i trzeba chodzić do szkoły!
- ... ale tato.
***
Poznałam kogoś w trakcie walki z chorobą. Pamiętam pierwszy raz pozwolono mi wyjść z domu, pierwszy raz byłam w stanie wyjść z domu. Popatrzyłam w jego oczy i już nie mogłam oderwać wzroku. Zakochałam się od razu, on również. Nie mogłam uwierzyć, że chciałby być z kimś takim jak ja. Przecież jestem chora i to na tak ohydną chorobę! Ale chciał, zaczął mnie wspierać i zaakceptował. Tak naprawdę tylko tego mi brakowało w walce o zdrowie, drugiej osoby, miłości. Odżyłam i wpuściłam go do swojego serca. Teraz nie potrafię wypuścić. Zamykam oczy i z zadowoleniem stwierdzam, że znalazłam lekarstwo dla siebie. Po prostu zakochać się.
niedziela, 8 kwietnia 2012
Część II
Zamykam oczy, tak bardzo pragnę zasnąć. Nie chcę widzieć obrazów przesuwających mi się po głowie.
-Chcę przestać myśleć! -krzyczę do siebie. Ale to nic nie daje, jestem niewolnikiem swojej głowy. Ona dyktuje mi co mam robić i kim jestem.
-A tak właściwie, to kim jestem? Nastolatką zagubioną w sobie? Córeczką, której nie udało się być idealną? Kochanką, która chce się podobać? Nie... Ja jestem niewolnikiem.
Jestem niewolnikiem jedzenia i duszy. Nie potrafię myśleć o niczym innym. Każdy dzień sprawia mi ból. Chciałabym zapomnieć, nie liczyć kalorii, nie mieć wyrzutów sumienia i w końcu się akceptować. Lecz to nie jest możliwe.
Zamykam oczy, staram się myśleć o dobrych rzeczach. Ostatnio ich przybywa, aczkolwiek z jednej rzeczy jestem zadowolona niezmiernie. Nauczyłam się kochać. A może to moje serce pokazało mi jak kochać? Nie wiem ale miłość jest najcudowniejszą rzeczą w tym wszystkim. Dla niej pragnę żyć.
Wyciszony umysł zaczyna zasypiać, myśli krążą wokół pięknych wspomnień. Tak chcę zasnąć szczęśliwa.
-Chcę przestać myśleć! -krzyczę do siebie. Ale to nic nie daje, jestem niewolnikiem swojej głowy. Ona dyktuje mi co mam robić i kim jestem.
-A tak właściwie, to kim jestem? Nastolatką zagubioną w sobie? Córeczką, której nie udało się być idealną? Kochanką, która chce się podobać? Nie... Ja jestem niewolnikiem.
Jestem niewolnikiem jedzenia i duszy. Nie potrafię myśleć o niczym innym. Każdy dzień sprawia mi ból. Chciałabym zapomnieć, nie liczyć kalorii, nie mieć wyrzutów sumienia i w końcu się akceptować. Lecz to nie jest możliwe.
Zamykam oczy, staram się myśleć o dobrych rzeczach. Ostatnio ich przybywa, aczkolwiek z jednej rzeczy jestem zadowolona niezmiernie. Nauczyłam się kochać. A może to moje serce pokazało mi jak kochać? Nie wiem ale miłość jest najcudowniejszą rzeczą w tym wszystkim. Dla niej pragnę żyć.
Wyciszony umysł zaczyna zasypiać, myśli krążą wokół pięknych wspomnień. Tak chcę zasnąć szczęśliwa.
sobota, 7 kwietnia 2012
Część I
Zawsze się zastanawiam jak mogłam nie zauważyć tego, że jestem chora. Dlaczego nikt mi nie powiedział, że to mnie tak wyniszczy. Nigdzie nie słyszałam o tym, że to jest tak poważne. Ale teraz chciałabym wam pokazać jak czuje się kobieta w zaawansowanym stadium. Wyobraźcie sobie, że wypiliście za dużo alkoholu i skończyło się to w toalecie. Czujecie się okropnie po wszystkim, zmęczeni, odwodnieni i bez siły. A teraz kobieta z bulimią może mieć tak parę razy dziennie! Ba nawet kilkanaście. To jest jak nałóg, jak papierosy, nie da się przestać. Jesz ale nie możesz znieść jedzenia, które ciąży na żołądku. Więc się pozbywasz, konsekwencją tego są opuchnięte ślinianki, bóle brzucha i jelit, wieczna chrypa, czasem nawet zapalenie zatok. Nie mówiąc o tym, że długotrwałe takie postępowanie niszczy naszą psychikę i zdrowie. Może to doprowadzić do śmierci ale częściej do samobójstwa z wyczerpania. Więc dlaczego nikt mi o tym nie powiedział? Dlaczego nikt nie edukuje w szkołach na temat prawidłowego odżywiania, takie postępowanie wcale nie sprawa, że schudniemy wręcz odwrotnie. Opuchlizna pokryła całe moje ciało nie mówiąc o dodatkowych kilogramach. Schodziła miesiącami, kilogramy pozostały. Bulimia często ma podłoże w rodzinie, rozwody, chorzy psychicznie rodzice, alkohol, agresja psychiczna i fizyczna. To są często przyczyny takich chorób. Szkoda, że społeczeństwo wciąż jest źle nastawione do psychologów i psychiatrów.
piątek, 6 kwietnia 2012
Rozpoczęcie
W tym momencie chciałabym opisać moje doświadczenia. Wiem, że w tych czasach coraz więcej kobiet choruje na zaburzenia odżywiania. Mimo, że się o tym nie mówi wiele kobiet choć raz myślało "schudnę, będę ładniejsza". Często podłoże tej choroby jest bardziej złożone niż tylko chęć bycia akceptowanym i pożądanym. Tak było też w moim przypadku. Teraz z zadowoleniem mogę przyznać, że jest coraz lepiej. Tym samym stałam się ekspertem od jedzenia, chociaż znam każdą dietę to jednak nie oszukujmy się Jedzenie sprawia nam radość, warto czasem zaszaleć a przez parę dni jeść równie pysznie lecz lżej.
Zapraszam do lektury
Obudziłam się w szpitalu, spuchnięta, z rozrywającym brzuch i jelita bólem. Przypominam sobie jak przez mgłę co się stało. Kręci mi się w głowie, wspomnienia wręcz bolą. Wiem jedno nie chcę tam wracać! Pamiętam, że kiedy objadałam się jak zawsze wieczorem po raz 8 bodajże, wpychając ogórka wraz płatkami z dodatkiem mleka, przyszedł mój ojciec. Jak zwykle pełen złości krzycząc na mnie:
-Jesteś gruba, nic tylko się obżerasz! Dzwonili do mnie ze szkoły, nie było Cię na 2 lekcjach! Do tego koleżanka pisała mi co Ty tam wypisujesz na tym fejsbuku, tylko faceci i tatuaże Ci w głowie! Pewnie pierdolisz się gdzie popadnie!
Tak obluzgana, zmieszana z błotem pozostawiona zostałam sama sobie w kuchni. Obżerałam się dalej, bo niby co mam robić? Nagle pod wpływem impulsu sięgnęłam do szafki z lekami. Zaczęłam się po prostu opychać wszystkimi tabletkami jakie były. Myślałam tylko, że nie mam już sił i chcę stąd zniknąć. Wróciłam umierać do łóżka z nadzieją, że zobaczę mamę.
Obudziło mnie pogotowie, mój młodszy brat zdruzgotany zadzwonił po pomoc. Ojciec jechał autem za karetką. Przerażało mnie to, nie chciałam go widzieć. Po bardzo bolesnym płukaniu żołądka przyjęli mnie na izbę. Była 3 w nocy, 6 grudnia, mikołajki... cudownie.
I nastąpił ranek w szpitalu. Praktycznie nic nie pamiętam, przez mgłę przechodzą mi obrazy lekarzy, pielęgniarek, odgłos maszyn. Obudziłam się dopiero wieczorem, jak ze swojego szpitala przyjechała moja mama. Specjalnie dla mnie wypisała się po operacji, nie widziałyśmy się 3 miesiące. Stanęła przerażona w drzwiach, nie wiedziała co powiedzieć. Po chwili nakrzyczała na mnie za to wszystko ale już pod koniec była przy mnie tuląc w ramionach jak małe dziecko. Byłam tak bardzo wdzięczna za to, że jest przy mnie. Głaskała mnie po głowie a ja dalej spałam...
Zapraszam do lektury
Obudziłam się w szpitalu, spuchnięta, z rozrywającym brzuch i jelita bólem. Przypominam sobie jak przez mgłę co się stało. Kręci mi się w głowie, wspomnienia wręcz bolą. Wiem jedno nie chcę tam wracać! Pamiętam, że kiedy objadałam się jak zawsze wieczorem po raz 8 bodajże, wpychając ogórka wraz płatkami z dodatkiem mleka, przyszedł mój ojciec. Jak zwykle pełen złości krzycząc na mnie:
-Jesteś gruba, nic tylko się obżerasz! Dzwonili do mnie ze szkoły, nie było Cię na 2 lekcjach! Do tego koleżanka pisała mi co Ty tam wypisujesz na tym fejsbuku, tylko faceci i tatuaże Ci w głowie! Pewnie pierdolisz się gdzie popadnie!
Tak obluzgana, zmieszana z błotem pozostawiona zostałam sama sobie w kuchni. Obżerałam się dalej, bo niby co mam robić? Nagle pod wpływem impulsu sięgnęłam do szafki z lekami. Zaczęłam się po prostu opychać wszystkimi tabletkami jakie były. Myślałam tylko, że nie mam już sił i chcę stąd zniknąć. Wróciłam umierać do łóżka z nadzieją, że zobaczę mamę.
Obudziło mnie pogotowie, mój młodszy brat zdruzgotany zadzwonił po pomoc. Ojciec jechał autem za karetką. Przerażało mnie to, nie chciałam go widzieć. Po bardzo bolesnym płukaniu żołądka przyjęli mnie na izbę. Była 3 w nocy, 6 grudnia, mikołajki... cudownie.
I nastąpił ranek w szpitalu. Praktycznie nic nie pamiętam, przez mgłę przechodzą mi obrazy lekarzy, pielęgniarek, odgłos maszyn. Obudziłam się dopiero wieczorem, jak ze swojego szpitala przyjechała moja mama. Specjalnie dla mnie wypisała się po operacji, nie widziałyśmy się 3 miesiące. Stanęła przerażona w drzwiach, nie wiedziała co powiedzieć. Po chwili nakrzyczała na mnie za to wszystko ale już pod koniec była przy mnie tuląc w ramionach jak małe dziecko. Byłam tak bardzo wdzięczna za to, że jest przy mnie. Głaskała mnie po głowie a ja dalej spałam...
Subskrybuj:
Posty (Atom)